Andrzejkowa wycieczka biegowa.

Wczoraj imieniny teścia, dziś poranne bieganie – można to pogodzić:) Co prawda budzik został wyłączony przy pierwszej próbie wyrwania mnie ze snu, ale po kilku minutach obudziłem się przerażony, że zaspałem.
Całkowicie nowa trasa. Na większej jej części moje stopy stawiały swój pierwszy odcisk. Fajne uczucie, gdy biegniesz w nieznane i do końca nie wiesz ile zostało Ci jeszcze do przebiegnięcia a dodatkowo czasem masz wrażenie, że nie wiesz gdzie jesteś.
Na dzisiejszy bieg zabrałem ze sobą batony wg trochę zmodyfikowanego przepisu Scotta Jurka. Połączenie fasoli adzuki, jagód goji, kakao, czekolady, mleka gryczanego i kokosowego wydaje się w pierwszej chwili miksturą trochę dziwną, ale to bardzo energetyczna mieszanka dodająca „kopa” kiedy trzeba.
Nie wiem, czy to za sprawą tych batonów, czy po prostu wynik mojego powolnego procesu biegowego dojrzewania, ale drugą część dystansu zaliczyłem w trochę szybszym tempie, niż pierwszą. Jest progres! Jest radość! Tego się będę trzymał.

trasa

Reklamy