BIEG DLA ASI!

Znów się opuściłem w pisaniu na tym blogu. Ale jakiś czas temu stwierdziłem, że nie będę pisał o błahostkach, czy rzeczach tak naturalnych jak kolejne długie niedzielne wybieganie. No chyba, że podczas tego biegu wydarzy się coś spektakularnego. No ale, że w sumie nic się nie dzieje poza szalonym przypływem endorfin, powrotem do domu z lżejszą głową i bardziej pozytywnym nastawieniem do świata, więc nie będę się co chwila dublował, albo pisał ciągle o tym samym używając trochę innych słów.

Zapytacie więc czemu coś tu jednak piszę? Ano właśnie w ostatnią niedzielę i poniedziałek brałem udział w czymś absolutnie fantastycznym i szalonym jednocześnie. Otóż na profilu facebookowym Darka Strychalskiego pojawiła się informacja, że niebawem startuje on w 9 dniowy bieg ze swoich rodzinnych Łap do Poznania. Podane zostały też miejscowości przez które będzie przebiegał i gdzie będzie się zatrzymywał na noc. Na liście wypatrzyłem Tłuszcz. To tam jakieś 15 lat temu podzieliłem moje serce na pół a prawie 10 lat temu brałem tam ślub. Tam mieszkają moi teściowie, rodzina. Tam też biegam sobie czasami w pobliskim lesie, czy po okolicznych miejscowościach. Tak więc gdy tylko zobaczyłem ten przystanek na mapie biegu Darka od razu zapaliła mi się lampka, że może by nie robić niedzielnego wybiegania a pobiec razem z nim 40km z Tłuszcza do Warszawy. Po krótkiej wymianie wiadomości ze „Zwycięzcą” ustaliłem o której ruszamy a przy okazji wyszło, że Darek szuka noclegu. Teściowie nie mieli nic przeciwko gościnie dla dwóch nieznajomych facetów, mi pozostało tylko załatwić urlop.

I tak w niedzielę postanowiłem ruszyć na przygodę. Najpierw PKS, później ZTM a na koniec PKP. Już sama ta podróż wywoływała taki pozytywny dreszczyk emocji. Wszak tego typu środkami transportu, a już każdym z nich w ciągu jednego dnia nie przemieszczałem się chyba ze 20 lat. Jechałem jak na wycieczkę szkolną, z tą różnicą, że nikt nie wymiotował w autobusie i nikt nie zatrzasnął się w pociągowym WC. Na jedną stację przed Tłuszczem dostałem telefon od Mikołaja, który jest szefem całej logistyki podczas tego biegu, że Darek wybiegł właśnie z Łochowa – czyli jest już całkiem blisko. Wstępnie umówiliśmy się, że wybiegnę po nich około 4km. Ale przy takim tempie w jakim przemieszczał się Darek – mógłbym się nie wyrobić. Na szczęście mój teść, to zacny człowiek i zaproponował mi, że podwiezie mnie autem trochę dalej – od razu się zgodziłem, bo wiedziałem, że Darkowi może się przydać towarzystwo – zwłaszcza, że tego dnia miał już prawie 60km w nogach a łącznie prawie 130. Szybkie zakupy na kolację, zmiana ciuchów i ruszyliśmy. Dokładnie 10km od Tłuszcza stał pojazd techniczny z Mikołajem, który czekał na ciągle biegnącego Darka. Chwile pogadaliśmy i nadbiegł Darek, łyk wody i ruszyliśmy razem dalej. Dobrze, że mój teść podpowiedział mi którędy mamy pobiec, aby uniknąć pędzących samochodów, które omal nie muskały naszych rękawów na pierwszych dwóch wspólnych kilometrach. A Darek? Szedł jak burza w tempie prawie 5:30 – co na tak długi dystans jest imponujące, ale Mikołaj nakazał mi go trochę okiełznać. No i gdy wbiegaliśmy do Tłuszcza średnie tempo wyszło na poziomie 6m/km i tak dużo, ale już zdecydowanie lepiej.

1503276_599111983552723_6705958511025291443_n10km od Tłuszcza. Ja startuję, Darek idzie pełną parą! fot. Mikołaj Kowalski-Barysznikow

W domu czekała na nas ciepła zupa i jabłecznik mojej teściowej, a później sam zabrałem się za przygotowanie biegowego, kulinarnego klasyka, czyli makaronu ze szpinakiem. Dodałem tam jeszcze kilka bajerów, żeby nie było nudno – chłopaki poprosili o dokładkę, więc chyba im smakowało:) Później trochę pogadaliśmy i poszliśmy spać. Co prawda Darka czekał najkrótszy odcinek na trasie ale nikt nie zamierzał go bagatelizować.

10919024_599426066854648_3665597251999036988_n9 rano. Startujemy! fot. Mikołaj Kowalski-Barysznikow

Rano owsianka i ruszyliśmy punktualnie o godzinie 9 spod stacji PKP w Tłuszczu. Znów teść udzielił mi wskazówek, jak biec aby nie uciekać co chwilę do rowu, żeby przypadkiem nie zostać rozjechanym. I tak trochę polnymi drogami, trochę po lesie ale i trochę ruchliwą trasą Tłuszcz-Wołomin pognaliśmy przed siebie. Pognaliśmy to dobre określenie, bo pierwszy kilometr w tempie 5:15, później już było trochę wolniej ale niewiele. Darek to istny biegowy terminator. Jak tak pędziliśmy miałem w głowie obraz z filmu Terminatora II – tę scenę, jak Arnold wpada pod jakąś prasę, zostaje nią totalnie zwalcowany, ale po jakimś czasie wstaje by siać ostateczne spustoszenie. Dokładnie tak jak Darek, który został „przejechany” 140km dystansem, zjadł makaron, trochę się przespał i biegł tempem, którego często nie osiągają przygotowujący się miesiącami maratończycy. Po 13km zatrzymaliśmy się na gorącą herbatę u rodziny Darka i później ruszyliśmy na Warszawę.

15802_599656670164921_4149939194207133170_n14:00. Plac Zamkowy, biegniemy cały czas – noga w nogę! fot. Piotr Dymus

Mikołaj spisał się idealnie w roli przewodnika, bo prowadził nas, jak po sznurku bocznymi drogami a my mogliśmy czerpać radość z biegu a nie uskakiwać przed pędzącymi szaleńcami. W Ząbkach czekała na nas telewizja, bo przecież fame musi się zgadzać:) Później jeszcze spotkanie pod Kolumną Zygmunta z grupą łódzkich emerytów, którzy gdy się dowiedzieli o tym szalonym biegu przestali słuchać przewodnika i celebrowali z nami zakończenie kolejnego etapu. Co prawda to nie był taki oficjalny koniec, bo zrobiliśmy jeszcze rundkę honorową z transparentem do ronda „Miami” aka Rondo Charlesa De Gaulle’a a ja później jeszcze zaserwowałem sobie 5km dokładkę z plecakiem do pracy mojej żony, gdzie czekał na mnie samochód. Trasa minęła nam nie wiadomo kiedy, a Darek zapytany jak mu się biegło – odpowiedział „Myślałem, że dzisiaj gorzej będzie, ale leciało się… bajera!”. Mi też się leciało bajera! Raz, że w szczytnym celu, dwa, że w przesympatycznym towarzystwie a trzy, że ten bieg uświadomił mi, że spokojnie mogę myśleć o startach na dystansach ultra – bo po przebiegnięciu prawie 50km czułem się wyśmienicie.

10923632_599657136831541_7120726462491903047_nRunda honorowa z transparentem. fot. Piotr Dymus

Ale! Ale! Nie napisałem nic o tym, dlaczego Darek biegnie te 500km z Łap akurat do Poznania. Otóż Darek pod koniec ubiegłego roku założył fundację i tym biegiem chce nagłośnić zbiórkę pieniędzy na zabieg przeszczepienia komórek macierzystych swojej podopiecznej Asi Serdyńskiej. Więcej szczegółów znajdziecie tu: http://www.magazynbieganie.pl/darek-zwyciezca-strychalski-rusza-polske/

Wy też macie możliwość wesprzeć ten cel. Brakuje zaledwie 5 tyś, wiec przecież to tak niewiele a może sprawić, że będzie się działo tak wiele! Chciałbym kiedyś pobiec razem z Asią i Darkiem – szczerze w to wierzę a teraz loguję się na swoje konto, żeby zrobić przelew – mam nadzieję, że robicie to samo!

Wspomóż Asię Serdyńską! Przywróć jej moc!

Wszyscy przyjaciele Fundacji, Darka i Asi mogą pomóc uzbierać brakujące 5 tysięcy złotych na zabieg. Przyda się oczywiście każda kwota. Pieniądze wpłacajcie na konto Fundacji Darka Strychalskiego „Zwycięzca” w Banku PKO BP nr 26 1020 1156 0000 7502 0132 7527 z tytułem przelewu: „Dla Asi”.

Reklamy