Pamiętacie scenę z Matrixa, jak Neo przyszedł do Wyroczni i spotkał małego dzieciaka, który wyginał łyżkę? Ten dzieciak powiedział jedną z mocniejszych sentencji w tym filmie – „nie staraj się wygiąć łyżki, bo to niemożliwe, ale spróbuj uświadomić sobie prawdę, że łyżka nie istnieje. Wtedy przekonasz się, że to nie łyżka się gnie, tylko Ty”.

Co ma wspólnego ta scena z moim dzisiejszym bieganiem – a no ma bardzo wiele. Wyobraźcie sobie taką sytuację, jest 6:30 w sobotę rano, dzwoni budzik. Większość populacji na tym świecie jeszcze smacznie śpi a ty otwierasz oczy i wstajesz, chociaż z drugiej strony jakaś niewidzialna ręka przyciąga Cię do tego ciepłego łóżka a w głowie trwa totalna wymiana ognia – niczym w 43 pod Staliningradem. Jedna półkula Twojego mózgu wysyła serię ognia i daje jasny komunikat – zostań w domu, połóż się, pośpij jeszcze trochę. Druga natomiast odpowiada, jak z automatu – milcz, idę na trening! Podchodzisz do okna i uświadamiasz sobie, że pogoda jest na tyle parszywa, że nawet zazwyczaj pałętające się po osiedlu bezdomne koty pochowały się gdzieś po kątach, wieje wiatr i co chwila pada deszcz. No i znów w głowie pojawia się kolejna jatka. Jednak wypijasz filiżankę kawy, zakładasz biegowe ciuchy ( dziś akurat były to nowo zakupione rzeczy, więc to też miało znaczenie – chęć ich przetestowania zafundowała finalną salwę kończącą bitwę w głowie) i wychodzisz. Ruszasz przed siebie i biegniesz. Nie straszny Ci wiatr, nie straszne krople deszczu momentami zacinające prosto w Twoją twarz. Biegniesz założonym tempem i czujesz radość, że wyszedłeś i zrobiłeś coś, co jeszcze kilkadziesiąt minut temu stało pod wielkim znakiem zapytania.

Tak więc nie staraj się walczyć z ograniczeniami w Twojej głowie, po prostu uświadom sobie, że one nie istnieją i to nie one się wyginają, tylko Ty! Miłej soboty!

12345423_456875391164764_6437871142028812265_n

Ps. Ciuchy dały radę, ale o tym innym razem, jak pobiegam w nich trochę więcej.

Advertisements