Powroty bywają trudne!

IMAG3849

Minął prawie rok od momentu, jak pisałem tu coś ostatni raz. Nie byle co bo relacja z najlepszego w moim życiu maratonu. Wydawać by się mogło, że start z dobrym wynikiem powinien mnie zmotywować do jeszcze większego wysiłku i większej aktywności tutaj. Niestety, było zupełnie inaczej. Po przekroczeniu tej magicznej bariery trzech godzin w maratonie moja motywacja do biegania totalnie się posypała. Oczywiście coś tam biegałem, w czerwcowym biegu na dystansie 5 kilometrów udało mi się nawet pobić życiówkę ale im dalej od maratonu, tym mniej chciało mi się solidnie pracować. Biegałem dla samego biegania, tylko po to, aby podtrzymywać wypracowaną formę ale i to z czasem odpuściłem. Trenowałem niby regularnie ale tak na „pół gwizdka”. Po wakacjach forma była tak niska, że nawet nie podchodziłem do corocznego biegu na 10km w moim rodzinnym mieście. Pod koniec roku stwierdziłem, że to najwyższa pora, aby zacząć robić coś więcej, by być gotowym na wiosenne starty. No i zacząłem z wysokiego C. Od razu wysokie obroty i spora objętość. Wydawało mi się, że w sumie pół roku po ostatnich moich przygotowaniach będę w stanie w krótkim tempie wrócić do dyspozycji sprzed kwietniowego maratonu. Oczywiście to nie był najlepszy pomysł, żeby od razu wystartować z tak mocnymi treningami. Jak się domyślacie zakończyło się to naciągnięciem Achillesa i rozterką – co robić dalej. Wybrałem wariant odpoczynku i totalnego resetu. Po ponad sześciu latach w biegu potrzebowałem totalnego oczyszczenia – głównie głowy, ale jak widać moje ciało też tego potrzebowało. Zająłem się sobą. Poszedłem wreszcie na analizę znamion, które mam na swoim ciele i zostałem skierowany do chirurga celem wycięcia podejrzanej zmiany. Niby chirurg stwierdził, że po miesiącu będę mógł spokojnie biegać, ale ja zaplanowałem dłuższą przerwę. Dwa miesiące nie biegałem nic. Czytałem, słuchałem muzyki i jadłem, tak jak wtedy gdy trenowałem. Wskazówka na wadze skoczyła a po wczorajszym, pierwszym od dwóch miesięcy biegu, stwierdzam, że moja forma spadła mocno w dół. Może nie jest tak, że wszystko musze zaczynać od nowa ale coś, co kiedyś było truchtem, teraz jest niezłym wysiłkiem. Liczyłem się z tym, byłem na to przygotowany i wiem, że budowanie formy na nowo, będzie kolejnym wyzwaniem, którego tak mi brakowało 🙂

Reklamy